Ja wiem, tytuł dość kontrowersyjny, ale zacznijmy rzeczy nazywać po imieniu...
A wszystko zaczęło się od tego, że pewnego ranka obudziłam się rano i miałam tak zapuchniętą buzię jakbym imprezowała ostatnie pół roku, a całość koronowały czerwone, piekące, obrzęknięte spojówki oczu...
A przecież tak dbam o to, żeby kupować ekologiczne kosmetyki, mleczko do demakijażu było wybitnie "eko" z dobrej polskiej firmy...
Przynajmniej takie było moje przekonanie, choć paru skrótów na etykietce ze składem nie do końca rozumiałam.
Ale stwierdziłam, że nie daruję tych piekących oczu i usiadłam do internetu rozszyfrowując i rozgrzebując cóż mogą znaczyć te tajemnicze skróty na etykiecie mojego eko-kosmetyku(i nie tylko eko).
To co znalazłam wprawiło mnie nie tyle w osłupienie co w przerażenie. W efekcie wstałam od komputera poszłam do łazienki i za jednym zamachem zgarnęłam WSZYSTKIE kosmetyki do worka na śmieci.
Oczywiście nie namiawiam Cię do tak pochopnych czynów (doskonale wiem, jak trudno rozstać się z kremem za 100zł(lub więcej..)). Jednak namawiam Cię do rzeczowego i gruntownego poszerzenia swojej wiedzu w temacie rzeczy, które wcierasz w swoje ciało kilka razy dziennie i które mają na Ciebie duży wpływ (tak słusznie się domyślasz - nie tylko na Twóją skórę czy włosy)
Od razu na marginesie dodam, że natychmiast znalazłam dużo tańsze, naturalne kosmetyki, większość z nich znalazłam w KUCHNI!
Natomiast efekty...no właśnie z powodu efektów musiałam stworzyć w Instytucie dział Mydlarnia
ponieważ po 3 tygodniach stosowania kosmetyków naturalnych, przygotowywanych przeze mnie samą, moja skóra wróciła do wyglądu z okresu kiedy miałam paręnaście lat(!)
Żaden super krem za stów parę tego dla mnie nie zrobił.
Ale wracając do super nanotech-kremów, hiper kosmicznych kosmetyków i tych "pielęgnacyjnych" i tych kolorowych; do twarzy, do włosów i do wszystkiego innego.
Słuchajcie i drżyjcie, tzn drżyjcie po przeczytaniu etykiet swoich ukochanych kosmetyków:
Poniższy fragment pochodzi z pracy naukowej znanego dermatologa dr Henryka Różańskiego, słynnego w internecie z dzielenia się swoją wiedzą antykorporacyjno-farmaceutyczną.
Dr Różański od 1996 roku prowadzi badania eksperymentalne nad właściwościami toksycznymi składników kosmetyków, głównie węglowodorowymi i fenolowymi.
Przed kupnem każdego preparatu do pielęgnacji i higieny skóry warto przeczytać jego skład chemiczny. Niepoważne jest płacenie za produkt, który działa szkodliwie na naszą skórę, a nawet cały organizm. Szczególnie istotne jest staranne dobieranie kosmetyków pielęgnacyjnych dla dzieci, kobiet ciężarnych i karmiących. Większość składników preparatów kosmetycznych przenika do krwi i wywiera działanie ogólne oraz wpływa na rozwój zarodka oraz płodu. Niektóre ze składników kosmetyków przenikają także do mleka.
Pamiętajcie, że większość z tych składników wcieracie codziennie w skórę i włosy, wdychacie używając aerozole, z reguły trwa to do końca życia.
Ma to zgubne skutki w postaci ciągłych wyprysków, przewlekłych stanów trądzikowych, łupieżu, łuszczenia się małżowiny usznej, wypadania włosów, zaburzeń miesiączkowania, zaburzeń potencji, kłopotów zajścia w ciążę, problemów z utrzymaniem ciąży, zaburzeń hormonalnych. Tak naprawdę postępująca i nadmierna chemizacja środowiska i naszego codziennego życia – sukcesywnie nas zabija.
Wiele osób cierpi także na rozmaite choroby skórne, których przebieg może znacząco się pogorszyć pod wpływem niektórych związków chemicznych.
Nie zatruwajmy się z powodu naszej niewiedzy i zarazem przebiegłości niektórych producentów kosmetyków.
Więcej…